Zamki nadniemeńskie, czyli komu w drogę, temu czas
edziemy do domu. Jest niedziela wieczór, wszyscy zmęczeni, nieco zaspani. Pan kierowca wycisza muzykę, gdzieniegdzie słychać przyciszoną rozmowę młodych ludzi i przytłumiony śmiech, (bo przecież nie fair byłoby teraz budzić innych, gdy tak słodko sobie śpią).
Powrót do domu. Właśnie te kilka godzin mają największą wartość z całej wycieczki. Czas rozpamiętywania i myślenia, zastanawiania się, jak wiele się zwiedziło, ilu nowych ludzi się poznało, ile jeszcze przyjaciół zostało pozyskanych.
I tu myśl przewodnia tego Rajdu Odkrywców: „Zamki nadniemeńskie”– „Komu w drogę, temu czas”, staje się już nie tak ważna. Bo wreszcie jest chwilka czasu, by przypomnieć sobie, cośmy zwiedzili. Wyruszyliśmy, jak na studentów, dość wcześnie, i wesoło – od początku podróży była z nami gitara (ile razy śpiewaliśmy hit wycieczki – „Stokrotkę”, chyba nikt już nie zliczy) i dobry humor.
Chyba siłę dobry humor (i „Stokrotka”, wykonywana przez tak liczny chór) ma wielką, – bo mimo zapowiadanego deszczu nam towarzyszyło słońce, nieśmiało wystające zza chmur. Zwiedziliśmy wiele – straciliśmy wiele sił, próbując zdobyć szczyt (i nie dziwi nam się, czemu Krzyżacy nie mogli nigdy się tam dostać) góry Palemonasa, byliśmy zawiedzieni i zmartwieni, gdy ujrzeliśmy przed sobą ruiny zamku Gelgauda i pałacu reprezentacyjnego w Belwederze, i zadowoleni z rozwiązania, jakie wymyślono w Raudone – tu pałac reprezentacyjny służy jako szkoła podstawowa.
Mieliśmy okazję oglądać piękno Litwy (i jeszcze piękniejsze, bo kolorowe - jesienne) z pagórków i wież, podziwialiśmy Niemen, płynęliśmy statkiem i na nowo odkryliśmy Nidę, która z miasta wypoczynkowego stała się także oazą piękna i czystego powietrza. No i nawet byliśmy zadziwieni, jak wiele ciekawego się można dowiedzieć od człowieka, który, na co dzień obrączkuje tysiące ptaków.
Ale tak to już w życiu bywa, że „komu w drogę, temu czas”. Bo od poniedziałku znów czekają studia (i czasem praca), tak wiele mamy jeszcze do zrobienia, i jeszcze wiele miejsc do odkrycia. Jesteśmy w Wilnie. Wszyscy cali i zdrowi (czerwone, palące się policzki to pamiątka od morskiego wiatru, nie pierwsze objawy przeziębienia), wszyscy zmęczeni. I wszyscy gotowi, by zaczynać odkrywać otaczający nas świat na nowo.
Komentarze
Brak komentarzyKomentuj
Spotykamy się w kazdą srodę o 18,30 w pokoju 406


