Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, czyli kurs fotograficzny

2008-12-10
Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, czyli kurs fotograficzny

Jednym zdaniem – mam pełny pulpit (po naszemu – „desktop”) w zdjęciach, na których mnie nie ma i których nie robiłam. Są to zdjęcia moich znajomych kolegów, i przyjaciół, którzy uparcie, przez 24 h (te akademickie) uczyli się sztuki fotografowania.

Czego się nauczyli, dość łatwo można opisać słowami – poznali teorię fotografii i fototechniki, nauczyli się naprawdę korzystać ze swego fotoaparatu (nam, śmiertelnikom i prostym użytkownikom, nie jest to dane), wiedzą, jak się prawidłowo robi zdjęcia w studio, jak na plenerze, a jak w nocy. Cóż, nawet mieli podstawy komputerowego poprawiania zdjęć, czyli PhotoShopu. Nawet ja, nieobecna na kursach, też się czegoś dowiedziałam – np., że na niektórych zdjęciach nazywam się po prostu „śmieciem” (kiedy stoję na drugim planie i „psuję” ten pierwszy). I już się nie dziwię, czemu tak wiele razy, przed robieniem zdjęć, fotografują białą kartkę.

Było tego tak wiele, że, jak mówią, z chęcią ten kurs przedłużą – bo się na pewno przyda.

A ja? Cóż, zostaje tylko przeglądać te zdjęcia po raz kolejny. Bo żal je wyrzucać z tego pulpitu. I zazdrościć. Niby nie lubię fotografowania (jak i oglądania zdjęć), a i mój aparat fotograficzny ostatecznie „zdechł”, ale, gdy zobaczyłam na te cuda cudeńka robione przez niezawodowych (ale już dyplomowanych) fotografów… No cóż. To po prostu trzeba zobaczyć.

Katarzyna Kuckiewicz

Organizatorzy i uczestnicy dziękują Fundacji „Semper Polonia” za finansowanie kursu, a firmie „Foto ir video akademija” i lektorowi Ričiardasovi Lenartovi za same szkolenia. Natomiast uczestnicy serdecznie dziękują organizatorom – Pawłowi Baliko i Ewelinie Ustinowicz za ogromny trud…