Przedswiąteczny relaks w pracowni garncarskiej
Chyba większość z nas jest przyzwyczajona do kupna prezentów i to najczęściej w ostatnią chwilę. Nam, natomiast, w tym roku się udało zmienić ten zwyczaj: robiliśmy prezenty swymi rękoma!
Pomysł na kursy garncarskie powstał u kogoś z klubowiczów. Wkrótce został poparty przez innych, więc nie pozostało innego wyjścia – musiał być zrealizowany.
Piętnastuosobowa grupka klubowiczów w dwa grudniowe wieczory zrzeszała się tuż przy wileńskim Domu Kultury Polskiej w pracowni ceramicznej „Keramikos meno centras”. Spotykał nas tam zawsze uśmiechnięty i niezmiernie życzliwy wykładowca pan Rimas, który z nami dzielił się tajemnicami garncarstwa. Bardzo się cieszył naszymi pracami, ale objektywie rzecz biorąc, to chyba czasem nas raczej pocieszał, bo w lepieniu garnków, mówiąc prawdę, nie zabłysnęliśmy wielkimi zdolnościami. Ale ile to radości było, kiedy ktoś siadał do koła garncarskiego, sprytnie układał na nim glinę i po uruchomieniu koła, stawał się prawie bezradny, jak dopiero zaczynające chodzić dziecko. Przypominając te chwile, trudno jest uniknąć uśmiechu, a nawet chichotu. Znacznie lepiej nam się powodziło stosowanie innych technik lepienia z gliny. Zaczęliśmy od lepienia drobnych naczyń z glinianych robaczkow, a później już zostawiono nam pole do popisu i każdy lepił w dowolnej technice.
Podstawowym naszym wrogiem podczas kursów był czas. Powstawało nam jedyne pytanie: dlaczego w tej pracowni on tak szybko leci? Byliśmy wymuszeni pracować w cholerycznym tempie, aby zdążyć zrobić jak najwięcej.
Podczas kolejnego zajęcia otrzymaliśmy już wypalone swe prace. Więc pozostawało tylko je ubarwić szkliwem, co dla wielu było nie małą łamigłówką. Dlaczego? Bo nie jest aż tak łatwo uświadomić, że szkliwo, które w tej chwili ma, np., barwę brunatną, po wypaleniu nabierze barwy błękitnej. Tak samo, jak chcąc wymalować jakiś element w jaskrawo czerwony kolor, należy używać szkliwa, które w tej chwili jest białe. I, uwaga: białe szkliwo nie zmienia barwy po wypaleniu, co mogło wprowadzić pomyłki w wyborze koloru szkliwa. Z tego powodu, w końcu wykładu nasze prace wyglądały nieco dziwnie: brunatne niebo, białe serce, jagódki itp. Ale nie mniej dziwnie po wypaleniu: granatowy kot, czerwonooki anioł (no, chyba ktoś jednak pomylił kolory ;)). Jednak, sądzę, że takie „pomyłki” przyniosły raczej radość, a nie smutek.
Jednym, z celów kursów garncarskich było przekazanie części własnoręcznie wykonanych prac na projekt „Gwiazdka dla sierot”. Tak też uczyniliśmy. Jednak chcemy przeprosić, że były to, być może prace wykonane nie na najwyższym poziomie, ale, jednak, od serca.
Nie wiem, jak inni, ale ja na pewno kiedyś i na pewno nie jednokrotnie znajdę czasu na lepienie z gliny. Nawet tym, ktorzy nie uczestniczyli w kursach, radziłabym kiedyś kupić kawałeczek gliny i coś z niej stworzyć. Sprawa nie tylko w tym, że w ten sposób można zrobić jakiś prezent, czy coś dla siebie, ale i w tym, że w naszym zabieganym świecie, kiedy wszystko się kupuje, nie ma się czasu na relaks i bycie samemu ze sobą, jest to jedna z relaksujących alternatyw. Pozwolę sobie na podpowiedź, że kupić glinę, wypalić wykonane prace, oraz nabyć szkliwa możecie w pracowni, gdzie się odbyły nasze kursy, jak i w dowolnej innej pracowni garncarskiej.
Elżbieta Jankowska
Organizatorzy i uczestnicy dziękują Fundacji „Semper Polonia” za finansowanie kursu, a zamkniętej spółce akcyjnej „Keramikos meno centras” i wykładowcy Rimasowi za szkolenia i miłą współpracę.
Spotykamy się w kazdą srodę o 18,30 w pokoju 406


